Znajdź swój mleczny złoty środek, czyli kp po mojemu

Ha! Dzisiaj po ponad 25-ciu miesiącach mogę dać sekundę satysfakcji zagorzałym przeciwnikom długiego karmienia piersią, bo na moje oko w wypełnieniu mojego stanika pokazuje się coś na kształt wody… Ale już studzę Wasz zapał do „miałem rację” – po prostu już ponad dwa tygodnie nie karmię Zu. Tak. Nasza cycowa przygoda się definitywnie zakończyła i stąd ten dzisiejszy post.

droga mleczna, karmienie piersią.

Laktacyjnym specem nie jestem, nie skończyłam odpowiednich tematycznych szkół czy kursów. Ba! Nawet nie byłam na szkole rodzenia, ale uważam, że po 25-ciu miesiącach karmienia jakieś tam pojęcie mam i śmiem uważać, że w pewnych momentach nawet więcej, niż tzw. teoretycy. Nasuwa mi się również kilka spostrzeżeń i wniosków dotyczących różnych sfer kp.

Jak zaczęła się nasza mleczna droga

Pewnie jak większość mam zdecydowanych na kp, zaczęłam karmić już w szpitalu. Początki nie były łatwe. Krwawiące sutki, boląca blizna po cc i wrzeszczący, głodny noworodek, który dobę wcześniej poznał już z kieliszka smak mm, którym to nakarmiły go położne, chcące mieć spokój. Łatwo nie było, ale w trzeciej dobie z misz-maszem w głowie, pocesarkowym baby-boomem i buteleczką mm w kieszeni opuściłam szpital pozostawiona sama sobie. W szpitalu oczywiście wsparcie laktacyjne na poziomie minus 10 (chyba, że jako wsparcie mam uznać wrzeszczenie niedpieszczonej pani Tereski, że dałam Zu smoczek), więc za bardzo nie czekając na rozwój wydarzeń mm  zostało zakupione, w razie W, bo przecież położne już pokazały mi jego zbawienną moc.

No nic. Płacze. Pewnie głodna. No jedną buteleczkę. Nie więcej… Urodziłam w niedzielę. Wyszłam do domu we wtorek i już we wtorek buteleczka była w akcji. No patrzcie jak to kusi. W środę wieczorem powtórka z rozrywki, ale w czwartek przyszedł nawał mleczny i mm poszło w kosz.

Terror anty-laktacyjny

Może niektórym wyda się to śmieszne, ale po nawale medialnych informacji, reklam i broszurek ze szpitalnej wyprawki, na prawdę myślałam, że kp to max 6 miesięcy, a potem to już wszechobecne mleko następne, czyli to z cyferką 2.

W miarę jedzenia apetyt wzrasta. Kp na prawdę rozleniwia. Jest to ogromna wygoda. Osobiście nie wyobrażam sobie stawać w nocy i bawić się w robienie mieszanki, skoro na półśpiąco wyciągałam cyca i za chwilę spałam dalej. Jeszcze to mycie butelek i smoków, nie wspominając o kosztach. Przecież z jakiegoś powodu na każdym kroku widzimy piękne, wysłodzone reklamy mm. Przeciwniczki szczepień wrzeszczą, że wspieramy koncerny farmaceutyczne, ale pomyślcie jakie wielkie pieniądze zarabiają na mamach producenci mm. No, ale na szczęście do samego końca na brak mleka nie narzekałam. Internet służył na każdym kroku pomocą i pomógł przetrwać kryzysy laktacyjne, a tym samym przy okazji zdobywałam coraz większą wiedzę na temat karmienia piersią.

Jakoś szybko poleciało. Rok karmienia wybił i się zaczęło. Wcześniej też przy okazji świąt czy posiedzenia z koleżankami dało się słyszeć „ileż można karmić, napij się” (bo ciężko niektórym zrozumieć, że bez %%% da się żyć i nie są one do szczęścia potrzebne), ale teraz po roku dopiero towarzystwo zrobiło sobie na mnie używanie. W moim otoczeniu nie miałam nikogo kto by tyle karmił, a mąż pomimo początkowego wsparcia zaczął ulegać wpływom rodziny i również sapał mi za uchem. Te wszystkie negatywne komentarze jednak nie robiły na mnie wrażenia, bo co np.teść czy bezdzietna koleżanka ma mieć do moich cycek. A ile razy słyszałam od mamy „kacha i flacha”, to by mi palców do zliczenia brakło. Ale jak widać się nie dałam.

Terror laktacyjny XXI w.

Jestem w wielu różnych mamowych grupach na facebooku. Staram się czasem doradzić na tyle ile potrafię, bo sama kiedyś byłam „młodą mamą” (określenie „młoda mama” nie ma nic wspólnego z wiekiem 😉 ), ale w ciągu tych dwóch lat zauważyłam, że kwestia karmienia lub nie karmienia piersią staje się tematem bardzo kontrowersyjnym i powodującym niejednokrotnie wojnę, czasami nawet większą niż kiedy jest poruszany temat szczepień. Zaostrza się wyraźnie granica między mamami kp, a mamami mm. Z moich obserwacji mama kp ma coraz mniej prawa do wolności i ułatwiania sobie życia. Ułatwieniem życia nie nazywam podanie mm, bo to wg mnie jest jak już wspomniałam wyżej na prawdę nic fajnego, ale chodzi mi akurat o podawanie butelki czy smoczka. Oto kilka przykładów.

Mamy pytają:

Grupa wsparcia dla mam kp: Ile będę potrzebowała zostawić mleka dla dziecka, które ma 5 tygodni, bo muszę jutro z rana wyjść na badania do przychodni.

Oczywiście większość odpowiedzi omijające temat szerokim łukiem… czyli:

Ja nie zostawiłabym tak małego dziecka. 
Idźcie razem i niech mąż zostanie z dzieckiem w samochodzie.
Miejsce matki jest przy dziecku…. etc…

Tylko kilka mam udzieliło tak na prawdę odpowiedzi na temat, m.in. ja i spotkałyśmy się z ostrzałem i nawracaniem na dobrą drogę. Ja dostałam ostrzeżenie, że zaraz zostanę usunięta z grupy – pewnie przez to, że napisałam, że mama ma prawo do wolności i dziecku na prawdę nic się nie stanie jak na kilka godzin zostanie z tatą, i że ja miałam namrożoną całą szufladę w zamrażarniku mleka. Po ostrzeżeniu odpisałam jednej z nawiedzonych mamuś, że chyba ma za mału luzu w … i , że do takiej sterroryzowanej grupy, to nie chce jednak należeć i sama się usunę.

Na innej grupie: Smoczek jakiej firmy polecacie dla dziecka.

No i się posypało…

My nie używamy smoczka.
Moje dziecko jest bezsmoczkowe.

Heloooooł…. Kłania się czytanie ze zrozumieniem.

Czy polecacie Karmi na rozbudzenie laktacji, czy lepiej jakaś herbatka?

Częste przystawianie i używanie laktatora.

Żeby nie było. Ja nie mówię, że te wskazówki są jakieś złe, ale na prawdę świat się nie zawali jeśli dziecko będzie jednak smoczkowe, lub mama będzie chciała podać mu swoje mleko z butelki. No chyba, że uważacie, że lepiej jak się dziecko drze na pół miasta,…. tfu. Cofam… Przecież wszystko i wszyscy są taaaaaak przyjaźnie nastawieni do kp, że mama może spokojnie brzdąca uciszyć podając pięknie wyeksponowaną pierś.

Heh… Ta, na pewno.

W ogóle przykładów można namnażać…

A ja… Karmiłam Zu 25 miesięcy. Często podawaliśmy moje mleko z butelki. Była smoczkowa prawie do drugich urodzin i jakbym chciała mogłabym karmić ją do teraz, ale po ponad dwóch latach zapragnęłam nocy przespanej w całości.

Reasumując

Droga mamo – obecna i przyszła. Rób co Ci podpowiada intuicja. Sama wiesz, co najlepsze dla Twojego bobasa. O rzeczywiste wsparcie z jakiejkolwiek strony będzie ciężko. Jeśli zdecydowałaś się z własnej woli na mm, to mamy kp Cię zjedzą i będą wpędzać w wyrzuty sumienia, jeśli jesteś kp, to to też łatwo mieć nie będziesz, ale pamiętaj – to Twoje dziecko, Twoje cycki i tylko i wyłącznie Twoja sprawa jaki zrobisz z nich użytek. Nikomu nic do tego. Jeśli miałaś problemy z pokarmem i przegrałaś walkę, musiałaś podać mm – nie łam się – ciesz się, że dziecko nie chodzi głodne, i uwierz mi, że czasami jest tak, że nawet najlepszy doradca jednak tego mleka Ci w cycach nie wyczaruje.

A na koniec mój mały apel do każdej z Was –  Znajdź swój mleczny złoty środek i ciesz się byciem mamą.

Pozdrawiam

…a jeśli uważasz, że warto… to podaj ten artykuł dalej
Zdjęcie: pixabay.com

1,400 total views, 1 views today