Wózek idealny – czy istnieje?

W miarę jedzenia apetyt wzrasta (choć w tym przypadku powinnam napisać jeżdżenia) i pomimo, że Gabryś to moje drugie dziecko, chyba dopiero dojrzałam do świadomej decyzji o kupnie wózka. Nie, żeby Zuza bez wózka się wychowywała, ale jakoś z nią było inaczej. Teraz zachciało mi się czegoś więcej i szukam…

wózek idealny dla dziecka spacerówa
Nasze wózkowe początki

Może to się wydać dziwne, ale kiedy byłam w ciąży z Zuzą to ostatnią rzeczą nad którą bym się zastanawiała był właśnie wózek. Gdzieś tam wśród znajomych padło hasło: X-Lander, więc niewiele myśląc wstukałam takowe hasło w OLX i za parę dni kupiliśmy używany X-Lander XA (co to za model – wyszło po czasie). Wiadome, że najpierw używaliśmy tylko gondoli, więc w ogóle nie zastanawiałam się nad funkcjami spacerówki, która spokojnie czekała w piwnicy na swoją kolej. Zielony kolor gryzł mnie po oczach, ale „za tą cene” to niech już będzie.

X-lander

Po prawie siedmiu miesiącach przyszła pora na awans z gondoli do spacerówki no i po dwóch spacerach powiedziałam dość. Oczywiście nie tylko okropny zielony kolor sie do tego przyczynił, ale również (co było głównym argumentem przed mężem) to, że dziecko miało możliwość jeżdżenia tylko przodem do świata, co w perspektywie idącej zimy niezbyt mi pasowało.

W sumie poza tymi wyżej wspomnianymi, większych zastrzeżeń do ówczesnego X-Landera nie miałam, dlatego po odpowiednim urobieniu współmałżonka znowu wklepałam hasło „X-Lander” w OLX, ale tym razem już odrobinę bardziej zorientowana w temacie dodałam jeszcze „X-move”, czyli nazwę modelu, który ma możliwość przekładania siedziska w obie strony i tym sposobem zamieszkał u nas piękny turkusowy wózek.

xlander xmove australia

W X-move byłam zakochana od pierwszego spaceru. Kompletnie nie przeszkadzał mi brak amortyzacji, bo woziliśmy się, głównie po mieście, choć i po leśnej drodze dawał radę pewnie głównie dzięki pompowanym, dużym kołom. Był to idealny wózek… Do czasu…

Pewnego poranka wyciągając z piwnicy mój 16stokilowy wózek przeszło mi przez myśl, że w ciąży takie dźwignie byłoby raczej niewskazane i jeszcze w ten sam dzień pobiegłam po test, który pokazał dwie kreseczki. Tego właśnie dnia, po półtorarocznej miłości nasz piękny turkusowy X-move zyskał status ciężkiej krowy i pojawila się nagła potrzeba czegoś lekkiego. Tak… Bo jedyne co przeszkadzało X-move w zdobyciu miana wózka idealnego to jego ciężar, który nagle zaczęłam zauważać ze zdwojoną siłą.

Czas na Valco

Nie czekałam długo na aprobatę „z góry” i szybko podpytałam znajomą jaką lekką spacerówkę by mi poleciła i wtedy przyszedł czas na wózek firmy, która od niedawna była na polskim rynku: Valco Baby. Wybór był niewielki, bo głównie pomiędzy trzema i czterema kółkami. Wybrałam model SNAP 4 w kolorze Hot Pink.

Valco Baby snap 4

Mój nowy Valco ważył ok.7kg. Miał prawie wszystko czego można oczekiwać od wózka. Duże siedzisko, ogromna budka, rozkładane na płasko siedzisko, duży kosz. Zuza pokochała na nowo spacery w wózku, a nawet mąż stwierdził, że wozek ten jest wart swojej ceny. Nawet mi jakoś nie przeszkadzały koła piankowe, a jedyne do czego musiałam sie przyzwyczaić to wysokość rączki, bo ta nie posiadała regulacji. Ach… byłby to wózek idealny gdyby nie jeden malusi szczegół…

Czy wózek idealny istnieje?

Dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że NIE. Wózek idealny nie istnieje, choć może też zależy jakie kto ma wymagania. Biorąc pod uwagę to, że Gabryś wiecznie malusi nie będzie postanowiłam urobić małża i kupić wózek który będzie mnie w 100% satysfakcjonował.

Wyżej wspomnianemu Snapowi niewiele brakowało do osiągnięcia statutu tego jedynego, ale to niewiele, to, aż tyle, że Gabryś jednak póki co nie chce się w nim wozić. O co chodzi? Niestety nasz ultralekki Snap 4 ma możliwość jechania tylko przodem do świata (coś za coś), a Gabryś na dzień dzisiejszy mamusie musi mieć na oku inaczej nici ze spokojnego spacerowania.

Znowu postanowiłam zasięgnąć rady mojej wózkowej koleżanki i tym razem podsunęła mi takie małe cudo jakim jest wózek Bugaboo Bee. Ona sama posiada wersję Bee 3 z cudownymi różowymi dodatkami. Bee jest designerski, lekki, posiada amortyzacje, przekładane siedzisko. Prawie sam się prowadzi. Jego minusem na pewno jest cena, choć jeśli wózek miałby być tym, który zaspokaja wszystkie matczyne pragnienia to można czasami przymrużyć na nią oko…. Ale niestety. Za dużo wyszłoby mi tego mrużenia, ponieważ po początkowej euforii nie tylko cena mi się nie spodobała, ale wpadły mi w oko przede wszystkim dwie rzeczy…

Może brak podnóżka, by uszedł… ale moje dziecię jednak często w wózku śpi i dodatkowy kawałek siedziska się przydaje, żeby nóżki nie wisiały. Druga rzecz, która podjęła za nas decyzje to pałąk, a tak naprawdę jego brak. Choć Gabrysia zawsze zapinam w pasy, to jednak jakoś pewniej się czuje, kiedy ma jeszcze pałąk. No i on też w jakiś tam sposób z niego korzysta, chociaż by trzymając go rączką, kiedy jedzie w pozycji siedzącej.

Smuteczek, ale jak się pewnie domyślacie śliczny Bee nie zawitał w naszej wózkowni.

Ale jednak coś kupiłam

Już miałam się godzić z tym, że powozimy się jeszcze X-move póki Gabryś nie zaakceptuje jazdy przodem do świata, ale koleżanki podsunęły mi jeszcze jeden wózek. Armadillo Flip XT2. Dalej zaczęło się wertowanie stron w poszukiwaniu informacji na jego temat. Jego poprzednie wersje niektórzy wychwalali, a niektórzy przeklinali. Jednak postanowiłam mu zaufać z nadzieją, że najnowsza wersja pancernika została ulepszona i nie będzie się psuć tak jak jego poprzednik.

Co takiego ma w sobie Armadillo, że się na niego zdecydowałam? Pałąk 😉 haha i nie tylko. Poza pałąkiem ma oczywiście możliwość jeżdżenia przodem do mamusi, nie jest bardzio cieżki, szybko się składa do niewielkich rozmiarów (on, Snap i wakacyjne bagaże mieszczą się spokojnie w bagażniku naszego Accorda), ma mięciutką wkładkę i ogromny kosz na zakupy z bardzo fajnym dostępem do niego. Poza tym ma regulowaną rączkę, choć stwierdzam, że najniższe ustawienie jest i tak dość wysokie, więc rezygnując z regulacji wysokości mogliby jeszcze bardziej zyskać na lekkości. Teoretycznie ma też amortyzacje… Teoretycznie, bo wg mnie na standardowej kostce trzęsie bardziej niż mój Snap, który tej amortyzacji nie ma wcale. Wózkiem idealnym go nie nazwę, ale już niewiele mu brakuje. Może gdyby gama kolorystyczna była trochę bardziej żywa to dostałby dodatkowe punkty w mojej ocenie, a tak to jakoś te trzy kolory, będace w ofercie są jakieś takieś dla mnie smutne. Zdecydowałam się na kolor Cloud Grey, nie jakoś z miłości, ale po prostu wykluczając pozostałe i z każdym spacerem się do niego coraz bardziej przekonuje.

 

armadillo flip xt2

Armadillo flip xt2

valco baby snap 4

Valco baby snap 4 Hot Pink

 

Tak wygląda(ła) moja krótka przygoda z wózkami.

 

A czy Ty znalazłaś/znalazłeś swoj wózek idealny? Jakie cechy powinnien posiadać on wg Ciebie?

 

1,286 total views, 3 views today