Ta chwila…

boże narodzenie, wigilia, Święta, aniołek
Jest wieczór wigilijny. Przyjeżdżamy na otuloną w śniegu wieś.  Pod domem babci stoją już samochody rodzinki. Jest tak cicho, że słychać śnieg skrzypiący pod stopami. W domu wszyscy witają się z uśmiechem. Na środku pokoju stoi stół, który zawsze na wyjątkowe okazje powiększa jakoś magicznie swoje rozmiary do tego stopnia, że wszyscy się mieszczą, a jest nas nie mało. Dań wigilijnych nie liczę. Najważniejsze, żeby był barszcz z uszkami.

Dzisiaj spotykamy się wszyscy. Wszystkie dzieci i wnuki babci od strony mamy. Ten jeden dzień w roku. Ten jeden raz wszyscy robią co mogą, abyśmy byli razem. Na pamiątkę oczywiście pstrykamy wspólną rodzinną fotkę niczym z amerykańskiego filmu. Są na zdjęciu wszyscy poza moim tatą, który robi zdjęcia. Tylko on ma aparat. Kolacja trwa do późnych godzin, a jej uwieńczeniem jest Pasterka. Znowu zasypało drogę i będzie trzeba się przedzierać przez zaspy, ale w tym cała radość ze świątecznego obcowania. Nie wiadomo, kiedy następnym razem się wszyscy spotkamy.

A rano… Rano się budzę. Obok śpi Zuza ze stopą na twarzy swojego taty. Za oknem ani grama śniegu, a termometr pokazuje +6°C. Jutro wigilia. Wraz z otwarciem moich moich oczu świąteczny czar prysł jak bańka mydlana. Choć do wieczerzy zostało już tak niewiele czasu to ja wciąż nie czuje świąt. Nie czuję, bo jednak to już nie to co kiedyś. /Co nieco na ten temat wspomniałam już w poście Gdy Święty Mikołaj puka do drzwi…/

bear-1084043_1920

 

Chociaż sytuacja, którą opisałam na początku miała miejsce na prawdę, to nie powtórzyła się potem już w ogóle. Ale to właśnie były święta takie jakie ukochałam z dzieciństwa. Z roku na rok coś z nich umykało. Kawałek po kawałku. Jakby ktoś rozbierał puzzle. Dzisiaj z tego wszystkiego pozostało jedno – jedna chwila i to ją najbardziej lubię. Tylko ona ma szansę przenieść mnie trochę jakby last minute w klimat świąt. Wy też na pewno ją znacie.

To jest ten czas, kiedy miasto ogarnia cisza. Ci, którym jest dane, są już wśród swoich rodzin, a na zewnątrz pustki.

To jest ta chwila, która od lat się nie zmienia. Żebym nie wiem z kim i nie wiem gdzie spędzała ten czas, ta jedna chwila niczym za dotknięciem magicznej różdżki budzi we mnie to trudne do opisania uczucie.  I to jest dla mnie właśnie Magia Świąt. Choć dzisiaj jej jeszcze nie czuję, to jestem pewna, że jutro wieczorem natchnie mnie w pełni.

boże,narodzenie, chwila, wigilia

Kto nie zna polecam posłuchać:

A u Was czym objawia się Magia Świąt?

Foto: www.pixabay.com

1,784 total views, 2 views today

  • Chyba wszyscy tak mamy. Pamiętam, że jako dziecko z olbrzymim napięciem, czekałem na Wigilię. A teraz? Im bardziej się starzeję, tym słabiej czuję klimat świąteczny,a bardziej cieszę się na myśl o tym, że mam wolne.

  • Carola’s Story

    Jakbym czytała o swoich świętach… Pamiętam to wielkie, rodzinne świętowanie kiedy byłam dzieckiem, teraz jakoś chyba się zatraciliśmy w tym żeby jak najwięcej mieć i nie starcza już czasu na bliskich, a to nie o to w tym chodzi… Mimo wszystko Asiu życzę Ci zdrowych, wesołych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i całej Twojej Rodzinie:**

  • KasiaGosposia

    Myślę, że atmosfera za oknem w dużej mierze nie nastraja do świętowania. Jesteśmy jednak przyzwyczajeni, że w grudniu to dawno śnieg powinien już być i tego po prostu brakuje…

    • Mnie bardzo brakuje śniegu. Ale może się jeszcze doczekam.

      • KasiaGosposia

        Ja od wczoraj mam trochę śniegu ^^. Pięknie wygląda :).