Gdy Święty Mikołaj puka do drzwi…

Już lada dzień do wielu naszych domów zawita Święty Mikołaj, a jeśli nie on, to ktoś jego pokroju. Może nie wszędzie zjawi się osobiście, ale jego pomocnicy zadbają, aby tradycji stało się zadość…

Święty mikołaj, mikołajki, tradycja, dzieci

Z czasów dzieciństwa pamiętam to wyczekiwanie co roku na Świętego. Jedyne w swoim rodzaju uczucie, kiedy pod poduszką znajdowałam prezenty. U mamy i u taty oczywiście też. Jakim cudem Mikołaj je tam włożył, że się nie obudziłam? Do tego czasem jeszcze wieczorem jako zapowiedź pojawiała się paczuszka na klamce domu i też nikogo w około nie dało się wcześniej zauważyć. Co roku znajdowałam w niej nowy zestaw czapka + szalik. Ach ten Święty… Czasem nawet dorzucał sweterek. Dziś wiem, że te prezenty były osobiście robione przez ciocię, której już dawno nie ma wśród nas, a tak umiejętnie dostarczał je wujek.

Jak już umiałam pisać to oczywiście pisałam listy. Różnie było ze zgodnością prezentów w stosunku do ich treści. Zapewne dużo zależało od zasobów portfela Mikołaja na dany rok. Bo przecież tyyyyle dzieci musi obdzielić, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek się jakoś czuła zawiedziona.

Kolejnym punktem niestety, którym czeka każdego jest świadomość, że Mikołaja jednak nie ma. Nie pamiętam już dokładnie ile miałam wtedy lat, ale pamiętam, że przypadkiem przy okazji wizyty u lekarza zobaczyłam u mamy w torebce list, który naskrobałam jakiś czas wcześniej. Po tym incydencie już sprawa jego istnienia stała się wątpliwa. Nie pomogły mamy tłumaczenia wymyślane na ostatnią chwilę. Przed kolejnymi Mikołajkami robiłam doszczętne przeszukiwanie w domu i najczęściej prezenty znajdowałam. No i co z tego, że mama mówiła, że nie będę miała niespodzianki. Co roku historia się powtarzała i tradycja porannych prezentów pod poduszką była utrzymywana, ale pewnie przez wzgląd na mojego duuużo młodszego brata, który chyba w końcu nawet jakoś znacznie wcześniej został uświadomiony niż ja.

A dzisiaj?
Wydaje mi się, że w ostatnich czasach świat oszalał. Do Polski przyszła moda z zachodu, która mnie się osobiście nie podoba. W galeriach przewala się tysiące ludzi w szale zakupowym, bo przecież trzeba kupić „Xmas present’s” dla połowy rodziny i znajomych, dla szefa i może nawet psa sąsiada i nie tylko z okazji Mikołajek, ale również pod choinkę i może nie szczerze, ale często dlatego, że tak wypada.

U nas w domu pod choinką znajdowaliśmy drobne upominki raczej i też była zagwostka jak ta „Gwiazdka” je tam położyła, że przed wigilią ich nie było,a teraz już nagle są. Jakaś malutka zabawka, przywieszka na choinkę z owocami czy cukierkami. Pomarańcze musiały być obowiązkowo.

W tych czasach chyba by to nie przeszło. Wczoraj widziałam przez szybę olbrzymią kolejkę w sklepie z tabletami i smartfonami, pewnie niejeden trafi do dziecka, które ledwo co odrosło od ziemi. I to jest magia świąt? Serio? Xboxy, plejaki czy jeszcze inne elektroniczne pochłaniacze czasu. A czy teraz dzieci wiedzą czym jest np.rózga?

Ostatnio jak byliśmy u moich rodziców to Zu wyciągała i oglądała sobie książki. Akurat kilka z nich nalazłam ponad 20 lat temu pod poduszką i pamiętam to do dziś. Pięknie ilustrowane bajki czy albumy ze zwierzętami „wyskakującymi” ze środka. To jest ponadczasowe. A gdzie za 20-30 lat będzie ten smartfon co?

Jak słyszę, ze znajomi „dopinają listę prezentów”, to serio zaczynam się zastanawiać, czy może ze mną jest coś nie tak… Choć nie powiem… Co nieco kupiłam, ale jakoś bez specjalnej listy, spontanicznie i nie musiałam planować tego przez trzy miesiące.

Zuzia jest w takim wieku, że osobiście nie wiem ile z tego wie. Prezent oczywiście dostanie i nie wydałam na niego połowy wypłaty, a jak dobrze pójdzie, to wręczy jej go osobiście Mikołaj. Ale kurcze, jakoś cały czas jakoś nie dociera do mnie magia zbliżających się Świąt. Nie pomaga pięknie ubrane miasto i choinka na każdym skwerze i w witrynie sklepowej. Może ten brak śniegu mnie tak nastraja… Nie… Chyba to chodzi o co innego…

 

 

foto: www.pixabay.com

1,578 total views, 1 views today

  • Świąteczna gorączka, która zaczyna się w sklepach już po Wszystkich Świętych to istne przekleństwo i nie ma nic wspólnego z nastrojem świąt. Puszczane w kółko kolędy i świąteczne piosenki mogą nie tylko nie wprawić nas w miły nastrój, ale nawet wywołać uczucie odwrotne- chcemy, żeby to wszystko już się skończyło i nastał święty spokój…

    Muszę jednak przyznać, że planowanie prezentów ma sens- dla mnie :) Zazwyczaj dużo wcześniej myślę nad tym, czym obdarować najbliższych, aby potem dzień przed Wigilią nie latać z wywieszonym językiem po sklepach (co dawniej często mi się zdarzało;))- wtedy najłatwiej dać się naciąć na świąteczne „promocje” 😉

    • Ja już 2-giego listopada widziałam jak wystawiali wszystkie świąteczne rzeczy w Home&You. No i rzeczywiście jak tyle tego w około, to ubieranie choinki w wigilię nie robi już na nas takiego wrażenia.

  • Agata

    do dziś zapach pomarańczy kojarzy mi się z okresemn”świątecznym” i ciągłe zastanawianie się: „jak Mikołaj wszedł do naszego domu skoro wszystkie okna i drzwi były pozamykane w nocy” :-) jedyne czego nie pamiętam to moment kiedy dowiedziałam się, że Mikołaj = rodzice, zapewne w szkole… ale nie mam z tego tytułu bolesnych wspomnień :-)