Ach te „dobre rady”

Odkąd zostałam mamą bardzo często na swojej drodze spotykam życzliwych ludzi, którzy mają wiele do powiedzenia w kwestii wychowywania i opieki nad Zu. Na każdym kroku słyszę „dobre rady”, z których o dziwo (mam nadzieję, że ruzumiecie to jako sarkazm z mojej strony) do dzisiaj raczej z żadnej nie skorzystałam.
Najczęściej dobre rady słyszę od kogoś kto, albo dzieci nigdy nie miał, albo miał dawno temu. Czasami przytrafi się rzeczywiście mama w wieku podobnym do mojego i aż sama się dziwię, że ma chęć zwracać mi na coś uwagę, bo ciekawa jestem czy sama chciałaby wysłuchiwać mądrości na temat wychowania swoich dzieci (co innego, jeśli rzeczywiście miałaby rację).

children-598539_1920

Wszystko wiedząca nie jestem. Macierzyństwo też było dla mnie jakąś pewnego rodzaju nowością i czymś o czym tak na prawdę nie miałam pojęcia, ale kiedy potrzebowałam  informacji to szukałam w książce, internecie lub po prostu pytałam i wciąż tak robię. Oczywiście jestem otwarta na rady i konstruktywną krytykę, ale tylko w przypadku, kiedy dany rzeczoznawca jest wstanie coś potwierdzić odpowiednimi argumentami.

Najzabawniejsze jest to, że zaraz po porodzie nie było praktycznie nikogo do pomocy. Sama musiałam się szybko ogarnąć po cesarskim cięciu, które spadło na mnie nieoczekiwanie. Kiedy Zu miała kolki i padaliśmy z nóg, to też jakoś nikt nie chciał się powymądrzać i najzwyczajniej w świecie pomóc. Dopiero jak wyszliśmy na prostą, ogarnęliśmy się w nowej sytuacji i zaczęliśmy radzić sobie można powiedzieć całkiem nieźle, to nagle wszyscy mądrzy i „do pary” to by im pasowało już.

Kwestii w których owi doradcy uwielbiają się wtrącać jest wiele, dlatego przedstawię te dwie, które najbardziej mnie irytują.

Chyba Zuzia jest za duża na ciągnięcie cycka, pora z tym skończyć albo klasykaJeszcze karmisz? Obstawiam, że to jedna z najczęstszych przyczyn wzrostu ciśnienia u mam karmiących piersią, bo ja podobne zdanie słyszę czasami nawet kilka razy  w tygodniu.
Światowa Organizacja Zdrowia zaleca karmienie piersią przynajmniej do 2 r.ż., nie ustalając również górnej granicy. Jeśli ktoś decyduje się na chemiczną modyfikację mleka docelowo przeznaczonego dla troszkę innego ssaka, to w porządku. Nie wnikam dlaczego tak było, bo przecież rozumiem, że zdarzają się różne przypadki, że nie każda mama może sobie pozwolić na karmienie piersią choćby chciała, ale też są takie, które już w ciąży są przekonane, że karmić piersią nie zamierzają. Ja szanuje wybory innych i nie dręczę ich „karmcie piersią”, więc tym bardziej jest mi ciężko zrozumieć dlaczego tak wiele osób wtrąca się do mam kp. Przecież to ja wstaje w nocy, ja nie piję alkoholu, unikam lekarstw i to ja jestem czasem nawet pogryziona, ale jak widać mi to nie przeszkadza, bo wiem, że daje mojemu dziecku co mogę najlepszego. Więc wara od moich cycków! A jeśli aż tak bardzo komuś to przeszkadza, to czekam na informację gdzie znajdę zdrowsze, smaczniejsze i oczywiście darmowe mleko dla mojego szkraba. Jeśli znawco życia masz jakąś propozycję to od razu kup mi zapas butelek i smoczków, no i mam nadzieję, że np. o 2 w nocy przyjdziesz mi to mleko zrobić, tak żeby Zu nie musiała czekać, a później umyjesz i wyparzysz butelkę.

Czemu nie na nóżkach?zapytał raz przy przejściu dla pieszych pewnien dziadek. Akurat było wtedy bardzo zimno i padał deszcz, a dziadzia sobie wymyślił, żebym ciągła za sobą półtoraroczną Zu.
Jakoś wszystkim w około przeszkadza nasze noszenie. Sąsiadki chyba widzą, że mieszkam na pierwszym piętrze, a wózkownia jest na -1, więc najwygodniejszym i najszybszym rozwiązaniem podczas wypadu po zakupy jest nosidełko. A mamy kolekcje na prawdę pięknych nosidełek (kilka z nich TU). Niestety więcej słyszę negatywnych komentarzy, bo ludziom przeszkadza, że mam córę przytuloną, bezpieczną, przy swoim sercu. Zrozumiałabym, gdybym robiła jej rzeczywiście krzywdę i miała ją w jakimś stringowym wisiadle.
Podejrzewam, że ludzie woleliby, żebym dźwigała ją w jednej ręce, prowadząc w drugiej ciężki wózek – wtedy byli zadowoleni. Ooo… jeszcze żebym np. w zębach miała zakupy, to już całkiem osiągnęliby apogeum satysfakcji. Niestety Zu jest teraz na takim etapie, że w wózku nie wysiedzi, dlatego nosidełko jest dla nas najlepszą opcją. Ach ja głupia – żeby zadowolić publikę wybrałam sie wczoraj z Zu na zakupy pieszo i zgadnijcie co… W sklepie urządziła cyrk, bo ileż można stać w kolejce i czekać na jogurt, który upatrzyła sobie w koszyku, no i w drodze do domu to prawie jak napisałam wyżej – w jednej ręce Zu, a w drugiej zakupy. Doczołgałam się spocona i zdenerwowana, ale po minach otoczenia widziałam, że oni raczej byli zadowoleni. Za to ja wiem jedno – nigdy więcej! Nic komu do tego, że sobie ją noszę. Nic mnie nie boli, nic mnie nie szczyka. Jest mi wygodnie, a Zuzi przyjemnie, a po zakupy owszem mogę wybrać się wózkiem czy pieszo jeśli szanowny doradco pójdziesz z nami i będziesz nosił nasze zakupy.

W około mądralińskich cała masa się plącze. Ja również mam ochotę się czasem powymądrzać, ale nie często nie chcę robić tej drugiej osobie przykrości, bo przecież mogłabym powiedzieć, że nie wypada, żeby dziecko całowało kota, bo może złapać toksoplazmozę lub żeby objadało się kiełbasą z grilla, bo to nie zdrowe dla takiego malucha, No, ale całkiem nie przyszłoby mi do głowy dawać „dobrych rad” obcej babie, zgodnie z zasadą nie rób drugiemu co tobie nie miłe.

Na koniec chcę zaapelować do wszystkich, których na mieście aż język świerzbi do „doradzania” – lepiej się w niego ugryźcie, jeżeli nie macie nic mądrego do powiedzenia. Za to ja chyba zainwestuje w bodziaki z napisem „Moja mama nie potrzebuje twoich rad” 😉

Mamusie, a jakie najlepsze dobre rady udało Wam się otrzymać?

Żródło zdjęcia: Pixabay.com

2,165 total views, 1 views today

  • O, doradcy! To moja ulubiona grupa ludzi 😉
    Mnie w kwestiach rodzicielskich takie porady dopiero czekają, ale w innych sferach życia też się zdarza – w myśl zasady „Im bardziej się nie znam, tym bardziej się wypowiem” :)

    • No właśnie coś w tym jest, najczęściej to właśnie ludzie nie zorientowani w temacie lub z informacjami sprzed 20 lat chcą nas nawracać na lepszą drogę.

  • To nie tylko w rodzicielstwie się tak zdarza, państwo dobra rada są w każdej dziedzinie życia 😉 Nienawidzę, gdy ludzie narzucają mi wybory i obrażają się, gdy nie skorzystam z ich sugestii, bo przecież ja im nie mówię, jak mają żyć. A wierz mi, że gdy wybrałam, że moim partnerem życiowym będzie świetny, choć niepełnosprawny facet, to znalazło się wielu takich ludzi. Oj, co się nasłuchałam, to moje.

  • Karolina

    Niestety jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził 😛

  • Ja niczyich rad nie słuchałam. Nawet wszechwiedzącej teściowej. Od urodzenia wychowuję juniora intuicyjnie i póki co okazuje się, że ten instynkt mnie nie zawiódł.

    • Akurat moja teściowa pod tym względem się udała i raczej nie wtrąca swoich trzech groszy do wychowania Zu 😀

  • Asia karm ile dasz rade. Ja karmiłam Adasia 1,5roku i gdyby nie to, że się pochorowałam na porażenie nerwu twarzowego i musiałam zacząć brać sterydy to na pewno trwało by to długo. Nic nie da dziecku tego co mleko matki nie mówiąc o bliskości która buduje jego psychikę na całe życie. A co do noszenia ja jestem za. Najgorsi są tacy obcy ludzie którzy nie maja sie czym zająć. Ja miałam taka głupią sytuacje w sklepie jak Adaś był malutki. Był upał i był w samych bodach, a jakaś babka stojąca za mną w kolejce do kasy dotknęła jego nogę i mówi „o jednak ciepła, bo myślałam, że mu zimno” 😉

    • Oj kurcze ja nie wiem jakbyśmy to znieśli, gdybym nagle musiała odstawić.

  • Co prawda nie jestem matką, ale myślę, że problem „dobrych rad” dotyczy większości ludzkości. Inni po prosut lubią się wtrącać w nasze sprawy i pouczać, nie zważając na to, ze wcale ich o rady nie prosiliśmy. Dlatego ja zawsze uciekam od takich radzących 😉

  • Ha ha dobry pomysł z tym bodziakiem. Ja też taki chcę dla mojej córki.:):) Zgadzam się z tobą w 100 procentach i łączę w bólu :p, „dobre rady” mogą czasem wykańczać. Pozdrawiam

  • Anka

    Dobre rady, jak ja to dobrze znam. Dotyczy to chyba każdej młodej mamy:) Najśmieszniejsze jakie ja otrzymałam to od mężczyzny dotyczące karmienia piersią, wysłuchałam, nie skomentowałam i dalej robiłam to co uważałam za najlepsze dla mnie i mojego maleństwa.